Afera hazardowa

Została ujawniona 1 października 2009 roku, w artykule dziennika Rzeczpospolita, autorstwa Cezarego Gmyza. W artykule zostały ujawnione stenogramy rozmów szefa klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem z branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem, które prawdopodobnie zostały uzyskane z CBA. Chodziło o lobbing polityczny w trakcie prac nad nowelizacją ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych. W rozmowach uczestniczyli też m.in. lobbysta Jan Kosek i znajomi Chlebowskiego, pośredniczący w umawianiu spotkań. Według stenogramów Sobiesiak twierdził, że w tej sprawie rozmawiał również z ministrem sportu i turystyki Mirosławem Drzewieckim.

Rozmowy dotyczyły projektowanego art. 47a ust. 2 ustawy, który wprowadzał do 31 grudnia 2015 roku m.in. 10% dopłaty na cele sportowe dla kasyn, salonów gier i automatów o niskich wygranych. Dopłata miała być w części przeznaczona na budowę Narodowego Centrum Sportu. Miały to być zyski rzędu pół miliarda rocznie, ale tyle samo straciłaby branża hazardowa. Z podsłuchów wynikało, że biznesmeni naciskali na polityków PO, by dopłaty wykreślono z nowelizacji ustawy.

Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek chcieli doprowadzić do dymisji niewygodnego dla nich wiceministra finansów Jacka Kapicy, który chciał doprowadzić do nałożenia dodatkowych opłat na automaty do gier hazardowych. Z rozmowy, którą zarejestrowało CBA, wynikało, że Ryszard Sobiesiak zamierzał skompromitować Jacka Kapicę, przypinając mu łatkę „pisiora”. Jak podał dziennik „Rzeczpospolita” w podsłuchanych rozmowach uzgadniali, że przekażą rozmówcom, iż „sk… bierze łapówy” i „ch… nie chce dobrze dla państwa”. Ryszard Sobiesiak dodawał, że rozmawiał już „ze Zbyszkiem i z Mirkiem”.

CBA podsłuchało rozmowę, z której z kolei wynikało, że Ryszard Sobiesiak powiedział Zbigniewowi Chlebowskiemu o pomyśle, by w Sejmie „znaleźć jakiegoś idiotę nie z ich partii, żeby wstał i opowiedział wszystkie głupoty”. Chodziło o uderzenie w Jacka Kapicę, „… żeby go upier…”. Sobiesiak dodał, że jedzie w tej sprawie do Drzewieckiego.

„Na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo. Biegam z tym sam, blokuję sprawę tych dopłat od roku. To wyłącznie moja zasługa.” – mówił Zbigniew Chlebowski Ryszardowi Sobiesiakowi. W rozmowach padały imiona „Miro” i Grześ”. Chodziło o Mirosława Drzewieckiego i Grzegorza Schetynę. Jedno ze spotkań Zbigniewa Chlebowskiego z Ryszardem Sobiesiakiem odbyło się na cmentarzu.

Naciski odniosły skutek, ponieważ w marcu 2009 roku, w projekcie nowelizacji dopłaty były. 30 czerwca 2009 roku minister sportu Mirosław Drzewiecki wysłał pismo do ministra finansów, w którym poprosił o ich wykreślenie. Stwierdził, że wprowadzenie ich jest „niecelowe”, bo zmieniły się plany inwestycji przed Euro 2012.

afera hazardowa

12 sierpnia 2009 roku ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński poinformował Donalda Tuska o nielegalnych działaniach wokół projektu nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Pod koniec sierpnia 2009 roku funkcjonariusze CBA dowiedzieli się, że Ryszard Sobiesiak poinformował Jana Koska o zainteresowaniu się nimi przez CBA. Ich kontakty urwały się. Z ustaleń mediów wynikało, że trop przecieku prowadził do Mirosława Drzewieckiego, to on miał ostrzec biznesmenów, a wiedzę  tym miał od swojego bliskiego przyjaciela premiera Donalda Tuska.

CBA złożyło doniesienie do prokuratora generalnego w sprawie „zagrożenia interesu ekonomicznego Państwa w związku z przygotowywaniem projektu ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych”, prognozując ewentualne straty budżetu państwa z tytułu nieobjęcia automatów o niskich wygranych dopłatą, na 469 mln zł. 1 października 2009 roku Zbigniew Chlebowski został zawieszony w pełnieniu funkcji przewodniczącego klubu parlamentarnego PO, a 5 października Mirosław Drzewiecki podał się do dymisji.

Premier Donald Tusk odwołał również ze stanowiska szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Zdaniem premiera Mariusz Kamiński zajął się aferą hazardową i przekazał premierowi informacje z powodów politycznych. Skutkiem afery było również uchwalenie w przyspieszonym tempie ustawy hazardowej, która według założeń miała ograniczyć hazard w Polsce.

Nowa ustawa została zaskarżona przez firmy hazardowe i trafiła do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który uznał, że ustawa hazardowa jest niezgodna z prawem UE i firmy hazardowe mają podstawę do ubiegania się o odszkodowania za ograniczenie ich działalności. Przedsiębiorcy sektora hazardowego systematycznie składali pozwy odszkodowawcze do sądów. A te zasądzały odszkodowania za straty poniesione na skutek zastosowania nienotyfikowanego zakazu urządzania gier poza kasynami. Pełna suma roszczeń może sięgnąć nawet 8 mld zł. 

W sprawie afery hazardowej powołana też została komisja śledcza, która w raporcie końcowym negatywnie oceniła sposób prowadzenia prac nad ustawą przez zaangażowane w nią ministerstwa. Wykazała też szereg naruszeń przepisów Regulaminu pracy Rady Ministrów, jak i działań nierzetelnych i niecelowych.

M. in. wyszło na jaw, że Ryszard Sobiesiak załatwił też pracę dla córki. Biznesmen przekazał jej CV Mirosławowi Drzewieckiemu z prośbą o znalezienie dla niej intratnej posady. Sprawa została zlecona Marcinowi Rosołowi, szefowi gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego. Odtąd to on kontaktował się z Sobiesiakiem. Pytał go m.in., czy córkę interesuje stanowisko wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu: „Zrobiliby ją osobą zarządzającą bazą noclegową na terenie całego kraju.”

Ryszard Sobiesiak nie był zadowolony z takiego stanowiska dla córki: „Mirek proponował dla córki coś poza resortem, jakąś firmę turystyczną.” W końcu panowie doszli do porozumienia i Magdalena Sobiesiak złożyła aplikację jako kandydatka na członka zarządu Totalizatora Sportowego. Dwa dni przed rozmową kwalifikacyjną spotkała się z Marcinem Rosołem w warszawskiej restauracji Pędzący Królik. Dzień przed rozmową kwalifikacyjną zrezygnowała. Jej ojciec tłumaczył znajomemu z branży, że wycofał córkę, „bo tam KGB, CBA”. Marcin Rosół twierdził później, że była to jego własna inicjatywa, a nie Mirosława Drzewieckiego.

Jak ustalili dziennikarze „Rzeczpospolitej” Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek wpłacili pieniądze na fundusz wyborczy PO. Ryszard Sobiesiak wpłacił w 2006 roku 10 tys. zł., a Jan Kosek wraz z żoną w 2005 roku przelali na fundusz wyborczy Platformy łącznie 18 tys zł. Pieniądze od biznesmenów miały konkretnych adresatów: Jan Kosek wspomógł Zbigniewa Chlebowskiego, Ryszard Sobiesiak – Jarosława Charłampowicza.

Premier Donald Tusk mówił: „Tej sprawy nie da się obronić. Tę sprawę trzeba pokazać, wyjaśnić i wyciągnąć konsekwencje personalne.” Żaden z winnych afery hazardowej nie poniósł konsekwencji prawnych.

20 lipca 2008 roku. Ryszard Sobiesiak rozmawia telefonicznie ze Zbigniewem Chlebowskim.

R.S.: Cześć Zbyszek.
Z.Ch.: Cześć Rysiek.
R.S.: Co tam? Jesteś na Dolnym Śląsku?
Z.Ch.: Tak, prawdziwą wojnę stoczyłem w czwartek…
R.S.: No coś tam słyszałem, z Mirkiem rozmawiałem, udało się coś, myślisz?
Z.Ch.: W ogóle to wyprostowałem, wiesz, nie chcę mówić przez ten… […]
R.S.: A powiedz umówiłbyś tego… bo ja będę w Warszawie. Mirek ma mnie umówić tam w Warszawie z kimś. Więc w Warszawie też na pewno będę jeden dzień.
Z.Ch.: A kiedy będziesz?
R.S.: No właśnie nie wiem. To od niego zależy, bo jutro mam dzwonić do niego, żeby mu przypomnieć. Weź jeszcze z nim pogadaj, jak będziesz się z nim widział, bo ja tam z nim dość długo rozmawiałem przedwczoraj, tłumaczyłem to…
Z.Ch.: Oni w ogóle… Powiem ci tak między nami: ani Grześ, ani Miro, znaczy się ja sam prowadzę rozmowy [niezrozumiale]. Oni dzwonią do mnie, że pełne wsparcie i wszystko…
R.S.:… a nie dają znaku…
Z.Ch.: Nie dają wsparcia. W poprzedniej rozmowie ja go prawie przekonałem do takich rzeczy, że wiesz… on ze mną gadał śmiesznie, bo ja mówię, gdybyście wydali odmowną decyzję, to ja rozumiem, ale…
R.S.: Wstrzymali, my wszystko zrobiliśmy, a oni…
Z.Ch.:… postępowanie…
R.S.: Ale pierwsze, co zrobili, to zrobili też niezgodnie z prawem, tylko kłóć się z nimi, jak się możesz kłócić z nimi. Nie będziemy teraz gadać. Powiedz Zbyszku, prosiłbym cię tak jak byś… ja do Mirka dzisiaj będę w takim razie dzwonił. Na domowy do niego zadzwonię i jutro rano mu przypomnę. Niech on się wychyli wreszcie, bo ja zrozumiałem, że on też rozmawiał tam…

25 sierpnia 2008 roku. Telefoniczna rozmowa Ryszarda Sobiesiaka ze Zbigniewem Chlebowskim.

R.S.: Kiedy do Warszawy udajesz się?
Z.Ch.: Warszawę mam w środę, czwartek.
R.S.: Aha.
Z.Ch.: Tam do tego naszego Janka (chodzi o Jana Koska), wiesz…
R.S.: No wiem, no k…, no przecież, no ja chciałem się, chciałem właśnie zapytać, co tam, jest jakaś szansa? No bo wiesz, k…, daj spokój, mam nadzieję, że tam ze mną już będzie wszystko w porządku, nie?
Z.Ch.: Z tobą na… na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem.
R.S.: To są k… tak, ja wiem. Ale byś wykorzystał do tego, k…, Mirka i… i… tego drugiego, nie?
Z.Ch.: A z nim nie gadam, to powiem ci szczerze, Rysiu, że tak, bo wiesz…

29 września 2008 roku Ryszard Sobiesiak rozmawia z Janem Koskiem.

R.S.: Słuchaj, bo idę do tego ważniejszego u nas, wiesz… K…, jak mam z nim rozmawiać, co mam zakomunikować mu, że to są pisiory, czy co? Ten, ten, ten się nazywa Kawalec, tak?
J.K.: Nie, Kapica (Jacek Kapica, wiceminister finansów).
R.S.: Kapica! K… ciągle mi się pier…
J.K.: Kapica (niezrozumiale).
R.S.: Kapica, dobra. I teraz ty powiedz mi, ta ustawa mówisz przeszła, tak?
J.K.: Gdzieś przeszła, poszła do uzgodnień.
R.S.: Co mam mu w dwóch słowach powiedzieć takiego co ten, ten co, bo ma mi Sławek przygotować, ten chudy, ma mi przygotować k… takie wyliczanki, co oni tam wyrabiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie pierd… i nie tędy idą.
J.K.: Kompletnie pierd…
R.S.: Ale to będę miał później. Co mam mu k… pokazać czy dać? Powiem oczywiście o twojej sprawie, k…, no bo to jest ewidentna… Robi komisję bydlak, a później nie…

10 marca 2009 roku. Jan Kosek rozmawia z Ryszardem Sobiesiakiem.

J.K.: Muszę się z nim (Zbigniewem Chlebowskim) spotkać, bo to jest grób dla nas […].
R.S.: Musimy Zbyszkowi wytłumaczyć, żeby to puścił dalej, że to jest dla nas kaplica.

10 marca 2009 roku. Ryszard Sobiesiak rozmawia ze Zbigniewem Chlebowskim.

R.S.: Grześka zarazić tą sprawą, bo oni rozpierd…
Z.Ch.: Ja ci powiem szczerze Rysiu… ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim… jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi… przecież wiesz, biegam z tym sam… blokuję tę sprawę dopłat od roku… to wyłącznie moja zasługa.

5 maja 2009 roku. Sławomir Sykucki (były pracownik resortu finansów) informuje Sobiesiaka, że ustawa trafiła do uzgodnień międzyresortowych, a dopłaty wchodzą w życie 1 stycznia 2010 roku.

R.S.: Przecież te ch… mówili, że jest odłożona.

17 maja 2009 roku. Jan Kosek rozmawia z Ryszardem Sobiesiakiem.

J.K.: Oni (chodzi m.in. o Zbigniewa Chlebowskiego) to zblokują?
R.S.: On (Zbigniew Chlebowski) mówi tak. Opierd…em go za to, że mówił co innego, że przynajmniej pół roku spokoju.

17 maja 2009 rok. Ryszard Sobiesiak rozmawia z Janem Koskiem.

R.S.: Trzeba przygotować plan i przekazać go człowiekowi Mirka, który to poprowadzi.

22 maja 2009 rok. Sobiesiak rozmawia z Koskiem.

J.K.: Kapica się w Internecie wypisał, bo wycofał projekt 11 maja.
R.S.: Wycofanie dopłat może nastąpić po jego (Jacka Kapicy) rozmowie z ministrem Drzewieckim.

26 sierpnia 2009 roku. Ryszard Sobiesiak dzwoni do Lecha Janczy, małopolskiego działacza PO, w sprawie niezwiązanej z ustawą o grach losowych.

R.S.: Ja mam teraz zakaz dzwonienia, bo tam jakieś sprawy załatwialiśmy i nie chcę dzwonić, żeby nas k… nie kojarzyli.

27 sierpnia 2009 roku. Jan Kosek rozmawia z Ryszardem Sobiesiakiem.

R.S.: Wycofałem Magdę (córkę Ryszarda Sobiesiaka, która starała się o kierownicze stanowisko w Totalizatorze Sportowym), bo tam KGB, CBA… – jak się spotkamy, to ci powiem – donosów było tyle, że k… wiesz… ze względu na mnie oczywiście.
J.K.: Oczywiście.

31 sierpnia 2009 roku. Sobiesiak rozmawia z Józefem Forgaczem, dolnośląskim onkologiem, bliskim współpracownikiem Sobiesiaka i znajomym Zbigniewa Chlebowskiego.

J.F.: Rysiu, dzwonił nasz kolega (Zbigniew Chlebowski) i prosił, bym ci przekazał… prosił o dyskrecję i żebym przekazał ci, że to spotkanie o 15. z Marcinem w Marcinkowicach (chodzi o Marcinowice) na CPN.
R.S.: Nie o 15.30?
J.F.: O 15.
R.S.: Ale kiedy dzwonił?
J.F.: Przed chwilą do mnie dzwonił, powiedział, żebym nie gadał i żebym przekazał ci informację, żeby dyskrecję zachować.