Powódź 2024
Niż genueński Boris dotarł do Polski 12 września 2024 roku. Wywołane nim opady przyniosły w następnych dniach powódź, która najmocniej uderzyła w mieszkańców Opolszczyzny i Dolnego Śląska. Zalane zostały między innymi Kłodzko, Nysa, Stronie Śląskie i Głuchołazy. Według Najwyższej Izby Kontroli straty liczono w miliardach złotych, a administracji zarzucano brak wystarczająco szybkiej i sprawnej reakcji.
Pierwszą alarmującą prognozę Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej opublikował 11 września 2024 roku, z ostrzeżeniami najwyższego stopnia. Tego samego dnia Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zorganizowało wideokonferencję z wojewodami, a następnego dnia minister spraw wewnętrznych i administracji Tomasz Siemoniak mówił na odprawie w siedzibie RCB: „Trudno przewidzieć, do jakiego stopnia te zapowiedzi się potwierdzą”. Jak podał Demagog, komisarz UE Janez Lenarčič poinformował 18 września, że pierwsze wczesne ostrzeżenia dla obszarów zagrożonych powodzią Europejski System Świadomości Powodziowej wydał już 10 września.
13 września 2024 roku premier Donald Tusk po posiedzeniu sztabu kryzysowego we Wrocławiu powiedział, że „prognozy (…) nie są przesadnie alarmujące”. Dodał, że rząd nie lekceważy żadnego sygnału, a jeśli czegoś można się spodziewać, to „lokalnych podtopień i tak zwanych powodzi błyskawicznych”. Podczas rozmowy w TVP Info 18 września powtórzył, że na pierwszym posiedzeniu sztabu nie było mowy o powodzi w Polsce. 15 września o godzinie 10:35 doszło do naruszenia zapory zbiornika Stronie Śląskie. Wody Polskie potwierdziły to oficjalnie dopiero po godzinie 13:05, tłumacząc opóźnienie brakiem łączności. Burmistrz Kłodzka Michał Piszko mówił, że ostrzeżenie dało się przekazać przez internet, a to pozwoliłoby rozpocząć ewakuację mieszkańców.
25 września 2024 roku posłanka Maria Koc złożyła interpelację nr 5036 do prezesa Rady Ministrów w sprawie braku rzecznika prasowego rządu. Pytała, dlaczego premier go jeszcze nie powołał, skoro w czasie powodzi widać „ogromne niedobory w zakresie polityki informacyjnej rządu”. 26 września 2024 roku Marcin Kierwiński został ministrem do spraw odbudowy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Od 26 listopada 2024 roku wojewodą dolnośląskim jest Anna Żabska.
Kontrola Najwyższej Izby Kontroli objęła ministerstwo spraw wewnętrznych, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, urzędy wojewódzkie we Wrocławiu i w Opolu, starostwa w Kłodzku i Nysie oraz urzędy pięciu miast i gmin. Według NIK nieprawidłowości wystąpiły na każdym szczeblu zarządzania sytuacją kryzysową. RCB wysyłało między 11 a 15 września 2024 roku alerty tej samej treści na obszarze 11 województw, nie różnicując zagrożenia i nie uwzględniając szybko pogarszającej się sytuacji w powiatach kłodzkim i nyskim.
Ówczesny wojewoda dolnośląski, jak ustaliła NIK, nie zaktualizował wojewódzkiego planu zarządzania kryzysowego, nie ogłosił alarmu i pogotowia przeciwpowodziowego na zagrożonych obszarach i nie przekazał dyrektorowi RCB informacji o przerwaniu zapory w Stroniu Śląskim, wskutek czego informacja o zagrożeniu nie dotarła do mieszkańców. Wojewoda opolska także nie ogłosiła pogotowia ani alarmu, mimo przekroczenia stanów ostrzegawczych i alarmowych, i nie zainicjowała alertów RCB, choć urząd dostawał informacje o zwiększeniu zrzutów ze zbiornika Nysa.
W starostwach w Kłodzku i Nysie nie organizowano ćwiczeń z zarządzania kryzysowego. Starostwo w Kłodzku nie wyposażyło powiatowego magazynu przeciwpowodziowego, a stacja pomiarowa w Stroniu Śląskim nie działała, choć starostwo wiedziało o jej awarii od 28 czerwca 2024 roku. Starostwo w Nysie nie miało aktualnego powiatowego planu zarządzania kryzysowego. Wody Polskie, jak stwierdziła NIK, nie zapewniły skutecznej łączności ze zbiornikami, a radiowa łączność DMR nie działała na zbiornikach Zlewni w Nysie, w tym w Stroniu Śląskim. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, informowany 14 września 2024 roku o trudnej sytuacji na zbiorniku, ograniczył się do komunikatów w mediach społecznościowych i informacji dla starostwa w Kłodzku.
Alert był jednakowy dla jedenastu województw, a premier uspokajał, że prognozy nie są przesadnie alarmujące.